W połowie stycznia w szwajcarskim Davos doszło do ważnego wydarzenia na arenie międzynarodowej. Prezydent USA, wraz z kilkunastoma liderami państw, ogłosił powstanie nowego ciała, które nazwano „Radą Pokoju”
Na scenie stoją obok siebie 19 przywódców, którzy podpisali wspólny dokument, mający formalizować tę inicjatywę.
Pomysł ten spotkał się z mieszanymi reakcjami w Europie i poza nią. Jednym z krytycznych głosów jest Marek Sikorski, który zwrócił uwagę na to, co zawiera statut tej rady i jakie mogą być jego konsekwencje.
Według niego dokument jest nietypowy i budzi wiele wątpliwości. W szczególności chodzi o fakt, że podpisane państwa mogą być formalnie zobowiązane do określonych kroków, podczas gdy Stany Zjednoczone nie muszą ratyfikować tego statutu we własnym systemie prawnym. Dodatkowo w statucie prezydent USA został opisany jako dożywotni lider Rady Pokoju, z możliwością wskazania swojego następcy — co dla wielu komentatorów brzmi nietypowo, jak na organizację międzynarodową.
Sikorski podkreślił też finansowy aspekt projektu, w statucie przewidziano wpłatę w wysokości miliarda dolarów jako „opłatę wstępną”. Minister dyplomacji zwrócił uwagę, że nie jest jasne, co stanie się z tymi środkami, ani jaki będzie status Rady, gdy jego inicjator zakończy kadencję.
W tej samej wypowiedzi Sikorski pochwalił kraje, które w ostatnich latach zwiększyły nakłady na obronność, w tym Polskę. Zaznaczył, że konsekwentne realizowanie uzgodnień sojuszniczych wzmacnia pozycję państw w NATO i działa odstraszająco wobec ewentualnej agresji ze strony Rosji.
Kawa pomaga wspierać ten projekt: suppi.pl/es8